Kiedy w połowie listopada poczułam, że szara codzienność i brak słońca zaczynają mnie zupełnie przytłaczać, podjęłam szybką decyzję, że muszę gdzieś wylecieć. Szukałam miejsca, które zachwyci mnie przyrodą, pozwoli na spacer w klimacie wiecznej wiosny i nie wymusi na mnie walki z upałami. Wybór padł na Maderę, ale im dłużej czytałam o skomplikowanej logistyce i szukaniu lotów z przesiadkami, tym bardziej odpływała ze mnie chęć do działania. Jak bez stresu zaplanować taki urlop, przemieścić się po wyspie i wycisnąć z wyjazdu to, co najlepsze?
Spis treści
Bezstresowa organizacja i wybór odpowiedniego miejsca
Zamiast tracić wieczory na porównywanie osobnych rezerwacji hoteli i przelotów, postanowiłam iść na łatwiznę i postawić na sprawdzone rozwiązanie. Szukając inspiracji, trafiłam na Allegro na gotowe wakacje na Maderze – cały pakiet był przejrzyście opisany, z wygodnym lotem i bez ukrytych haczyków. Formularz przemknęłam w parę minut, a po potwierdzeniu rezerwacji od razu poczułam ogromną ulgę, że trudna część logistyczna jest już za mną.
W kwestii zakwaterowania postanowiłam podzielić swój wyjazd na dwie strefy, co okazało się strzałem w dziesiątkę. Pierwsze dni spędziłam na słonecznym południu w okolicach Ponta do Sol, gdzie pogoda niemal zawsze dopisuje, a na drugą część przeniosłam się na spokojniejsze, północne wybrzeże do Sao Vicente. Na miejscu przemieszczałam się wynajętym autem z automatyczną skrzynią biegów, ponieważ ostre podjazdy i liczne tunele wymagają trochę skupienia, ale daje to niesamowitą swobodę.
Zielony zachód i niezwykły las Fanal
Zamiast najpopularniejszych punktów widokowych, swoje pierwsze kroki skierowałam w stronę płaskowyżu Paul da Serra. To właśnie tam znajduje się magiczny las wawrzynowy Fanal, pełen kilkusetletnich, fantazyjnie pokręconych drzew starych okazów Ocotea foetens. Kiedy weszłam między pnie spowite gęstą, nadciągającą od oceanu mgłą, poczułam się jak w zupełnie innej rzeczywistości. To miejsce ma nieprawdopodobną atmosferę i jest idealne na spokojny, wyciszający spacer.
Kawałek dalej na zachodnim krańcu wyspy odkryłam Ponta do Pargo – cichą miejscowość ze spektakularnie położoną latarnią morską na krawędzi kilkusetmetrowego klifu. Widok oceanu rozbijającego się o skały daleko w dole bez tłumu turystów wokół był jednym z moich ulubionych momentów na Maderze.
Kąpieliska i ukryte urokliwe zakątki
Choć Madera słynie głównie z gór, miłośnicy wody również znajdą tu swoje własne rajskie zakątki. Zamiast obleganych plaż postawiłam na bardziej autentyczne miejsca:
- Faja dos Padres: Niezwykła skrawka lądu u stóp potężnego klifu, na którą można dostać się jedynie kolejką linową lub od strony morza. Znajduje się tam kameralna, żwirowa plaża, czysta woda oraz urokliwe sadzonki organicznych owoców tropikalnych.
- Jardim do Mar: Mała, spokojna wioska bez ruchu samochodowego, z piękną nadmorską promenadą. To genialne miejsce na podziwianie potężnych fal oceanu oraz zachodów słońca.
- Praia da Maiata w Porto da Cruz: Dzika plaża z ciemnym piaskiem na północnym wybrzeżu, bardzo lubiana przez surferów. Krajobraz wokół niej jest niezwykle surowy i autentyczny.
Wyjątkowe lewady poza utartym szlakiem
Przechadzki wzdłuż kanałów irygacyjnych to absolutny punkt obowiązkowy. Zamiast najpopularniejszych, bardzo zatłoczonych tras, zdecydowałam się na mniej uczęszczaną Levada do Moinho, połączoną z Levada Nova. Szlak prowadzi przez bujne doliny, a jego największą atrakcją jest przejście ścieżką wykutą w skale tuż za spadającym wodospadem.
Na bardziej wymagający dzień wybrałam trasę na półwyspie Ponta de Sao Lourenço. To zupełnie inny krajobraz niż reszta zielonej wyspy – surowy, półpustynny teren o rudawych i brązowych odcieniach, otoczony z obu stron wzburzonym oceanem. Wiatr potrafi tam urwać głowę, dlatego koniecznie trzeba pamiętać o stabilnym obuwiu i wiatroodpornej kurtce.
Smaki lokalnych targów i wiejska kuchnia
Podróżując po wyspie, mocno skupiłam się na odkrywaniu lokalnej gastronomii daleko od centrum stolicy. W małych restauracyjkach na północy spróbowałam tradycyjnej zupy z czosnku i pomidorów zwieńczonej jajkiem w koszulce – idealne rozgrzanie po górskiej wędrówce. Na osłodę w lokalnych kawiarenkach zawsze zamawiałam świeże queijadas (tradycyjne ciasteczka z twarogu) oraz próbowałam mało znanych odmian marakui, takich jak marakuja bananowa czy cytrynowa, kupowanych na mniejszych, lokalnych straganach.
Podsumowanie
Ten wyjazd był dokładnie tym, czego potrzebowałam, aby odzyskać równowagę i odpocząć od codziennego pędu. Dzięki temu, że całą organizację ułożyłam szybko i bez zbędnego stresu, mogłam od pierwszej do ostatniej minuty skupić się na tym, co najważniejsze, czyli chłonięciu niesamowitych widoków, zapachu oceanu i obcowaniu z dziką naturą. Madera wciąga swoim wyjątkowym klimatem i różnorodnością na każdym kroku. To bez dwóch zdań jeden z najbardziej udanych i bezstresowych wyjazdów, na jakie kiedykolwiek się zdecydowałam. Wyspa całkowicie skradła moje serce, dlatego wiem jedno: na pewno będę chciała tam jeszcze wrócić przy najbliższej możliwej okazji.
Artykuł sponsorowany, fot: pixabay.com