Jesienią szara, deszczowa pogoda tak bardzo dała mi się w kość, że poczułam natychmiastową potrzebę wyjazdu w miejsce pełne słońca i zieleni. Mój wybór padł na Maderę – wyspę, która idealnie łączy górskie szlaki z bliskością oceanu i łagodnym klimatem. W jaki sposób bezstresowo zorganizować taki urlop, co warto zobaczyć na miejscu i jak dobrze wybrać bazę noclegową?
Spis treści
Jak bez stresu zaplanować urlop na Maderze? Moja droga do idealnego wyjazdu
Kiedy zeszłej jesieni po raz kolejny spojrzałam za okno na szarą, deszczową aurę, poczułam ogromne zmęczenie. Brakowało mi słońca, ruchu na świeżym powietrzu i przestrzeni, która pozwoliłaby mi naprawdę odpocząć. Długo zastanawiałam się nad kierunkiem, który łączy w sobie górskie szlaki, ocean i stabilną pogodę bez znośnych upałów. Wybór padł na wieczną wiosnę, jednak organizacja takiego wyjazdu na własną rękę znowu zaczęła mnie przytłaczać. Setki stron z lotami, osobne rezerwacje i niepewność co do standardu miejsc. Postanowiłam uprościć ten proces i sprawdzić gotowe pakiety. Przeglądając różne opcje, trafiłam na Allegro na wakacje na Maderze – wyjazd był świetnie skonfigurowany, z wygodnym przelotem i wszystkimi potrzebnymi informacjami podanymi w jednym miejscu. Cała rezerwacja przebiegła błyskawicznie i bez żadnych komplikacji, a ja poczułam ogromną ulgę, że logistyczny stres mam już całkowicie z głowy.
Logistyka na miejscu i wybór bazy noclegowej
Swoje planowanie zaczęłam od wyboru odpowiedniej lokalizacji. Madera zaskoczyła mnie zróżnicowanym mikroklimatem – na północy często bywa chłodniej i deszczowo, za to osłonięte od wiatru południe gwarantuje najwięcej słonecznych dni w roku. Ostatecznie postawiłam na Funchal, co okazało się strzałem w dziesiątkę, bo miasto zapewnia świetną sieć dróg wypadowych i bogatą ofertę restauracji.
Szybko przekonałam się też, że poruszanie się po wyspie wymaga sporej pewności za kierownicą. Drogi są tutaj niezwykle kręte, wąskie i stromizną potrafią zaskoczyć nawet doświadczonego kierowcę. Zdecydowałam się na wynajem samochodu z mocniejszym silnikiem oraz automatyczną skrzynią biegów, co oszczędziło mi sporo stresu podczas podjazdów w wyższe partie gór. Jeśli nie planujesz prowadzić auta, dobrym rozwiązaniem, które sama testowałam na krótszych trasach, są lokalne autobusy lub zorganizowane wycieczki z przewodnikiem.
Naturalne baseny i wulkaniczne plaże
Choć archipelag nie słynie z tradycyjnych, piaszczystych wybrzeży o jasnym piasku, oferuje wyjątkowe warunki do kąpieli morskich. Do najważniejszych punktów na mapie należą:
- Porto Moniz: Słynne naturalne baseny uformowane przez zastygłą lawę wulkaniczną, wypełniane krystalicznie czystą wodą oceaniczną. Miejsce jest w pełni zagospodarowane, posiada zaplecze sanitarne i bezpieczne wejścia.
- Seixal: Niewielka plaża z naturalnym, czarnym piaskiem wulkanicznym, usytuowana u stóp stromych, zielonych klifów. Kontrast między ciemnym podłożem a szmaragdową wodą robi ogromne wrażenie.
- Calheta oraz Machico: Dwie miejscowości posiadające sztucznie usypane plaże z jasnym piaskiem sprowadzonym z Sahary. Są zabezpieczone falochronami, co gwarantuje spokojną wodę bez wysokich fal.
Lewady i szlaki trekkingowe
Dla mnie największym zachwytem na wyspie okazały się lewady, czyli tradycyjne kanały irygacyjne, wzdłuż których biegną niezwykle malownicze ścieżki piesze. Bardzo polubiłam te trasy, bo dzięki ich łagodnemu nachyleniu mogłam bez pokonywania morderczych podejść przechodzić dziesiątki kilometrów w samym środku gęstego, wiecznie zielonego lasu wawrzynolistnego (Laurissilva), wpisanego na listę światowego dziedzictwa UNESCO.
Szukając mocniejszych wrażeń i solidniejszego wycisku, wybrałam się na kultowy szlak łączący Pico do Arieiro z Pico Ruivo. Przejście tą trasą po grzbietach najwyższych szczytów Maderii, z widokiem na przepaście i spektakularne morze chmur pod nogami, było jednym z najbardziej niesamowitych przeżyć całej mojej podróży. Z własnego doświadczenia gorąco radzę założyć porządne buty trekkingowe i ubrać się na cebulkę – na wysokości powyżej 1800 m n.p.m. pogoda potrafiła zmienić się z pełnego słońca w porywisty, zimny wiatr w zaledwie kilkanaście minut.
Podsumowanie
Tydzień na Maderze dał mi dokładnie to, po co tam poleciałam, czyli pełny reset i mnóstwo nowej energii. Połączenie zielonych krajobrazów, świetnej pogody i przepysznego jedzenia sprawiło, że już drugiego dnia całkowicie zapomniałam o codziennej krzątaninie i pracy.
Prawdziwym strzałem w dziesiątkę okazała się jednak sama organizacja. Sprawne spięcie wyjazdu bez wielodniowego ślęczenia nad osobnymi rezerwacjami pozwoliło mi od razu wrzucić na luz i po prostu cieszyć się urlopem. Madera niesamowicie mnie do siebie przekonała swoją różnorodnością: rano można zdobywać górskie szczyty powyżej chmur, a po południu odpoczywać nad brzegiem oceanu.
To bez dwóch zdań jeden z najbardziej udanych i bezstresowych wyjazdów, na jakie kiedykolwiek się zdecydowałam. Madera kompletnie skradła moje serce swoją różnorodnością i spokojem, dlatego wiem jedno: na pewno będę chciała tam jeszcze wrócić przy najbliższej możliwej okazji.
Artykuł sponsorowany, fot: unsplash.com